Średniej Wielkości Miasto – slow life and mess of inspiration …


O tym, jak wybraliśmy się na spacer w spokojnej okolicy, a wylądowaliśmy… w centrum handlowym Turawa Park, na azjatyckim żarciu.

Dzień jak co dzień, mogłabym powiedzieć. Gdyby nie to, że miałam dość siedzenia w pomieszczeniu i po obejrzeniu programu Kuba Wojewódzki postanowiłam wyjść na spacer, biorąc mojego współtowarzysza dzielenia skromnego kąta.
Najpierw były zabłocone ulice, później mieszkania rosnące w górę… park, w którym psy łapały frisbee, długo długo nic, później nie było przejścia, aż wreszcie zobaczyliśmy wielki napis „KFC” i postanowiliśmy się tam dostać. Mijając wiejskie okolice, wzruszający widok czarnego kota i stojącej obok fuksjowej babci… wielkie dziury i właściwie mijając się z celem (bo naszym zamiarem nie było gdzieś dotrzeć, tylko pochodzić sobie po mieście), dotarliśmy do Turawa Park.
Weszłam tam do sklepu Mohito i zachwycona eleganckimi sukienkami a’la Maria z Prawa Agaty, załamałam ręce. Nie za tę cenę, nie teraz.
Zakupiłam sobie magazyn KukBuk i zjadłam trochę oryginalnego żarcia, popijając zielonej chińskim sokiem z dodatkiem galaretki.

Tylko Opole jest tak kameralne, że wychodząc na spacerek po wiejskiej okolicy, lądujesz w galerii.
Pod miastem. Tak, pod miastem. Założę się, że minęliśmy znak „Koniec Opola.”

A powrót? Autobusem miejskim. W rytm piosenki „Przejedź się ze mną autobusem” Stasiaka.

http://kasztanbb.wrzuta.pl/audio/2Fe9J3b7Zy8/stasiak_-_przejedz_sie_ze_mna_autobusem

J.P


Sklepy zwane „elitarnymi”, czy są powodem do śmiechu, czy świetną okazją?

Szczoteczka do zębów dla gości (na jeden raz, albo na kilka razy… przecież nie musi być najlepszej jakości) – 1.23zł. Torba eko na zakupy, stylizowana na vintage – 1.23 zł. Kalendarz na rok 2013, idealny po to, żeby zapisywać sprawy domowe 1.23zł. Nie wspominając już o beżowym dywaniku, miskach wyglądających na naprawdę fajnie wykonane, czy drucikach do naczyń i gąbkach, 2 sztuki za 1.23zł. Brzmi zabawnie? Ale jak się opłaca : )
Kupuję świadomie, wedle kategorii potrzeb. Jeśli buty, to naprawdę świetne. Ale rzeczy do ogranizacji domu nawet, jeśli są drogie i markowe, potrawy jakoś lepiej w tym mi nie smakują ; )
Ja uwielbiam przydatne rzeczy za 1.23zł, czy 2.99zł ze sklepu obok (Osmańczyka.)
Oszczędność, pożyteczność, przyjemność dobrego wyboru. Naprawdę polecam tam zajrzeć.

J.P


Książka kucharska dla studentów osadzona w realiach Opola.

Powstaje pierwsza w Polsce książka kulinarna dla studentów z elementami marketingu regionalnego! : )
Osadzona w naszym mieście i w jego realiach, a także smakach.
Oto link do jej pierwszego odcinka:

http://bestlunch.pl/aktualnosci/goracy-temat/2013/2/39/%E2%80%9EKonrad-by-to-zjadl…

Pysznie polecam!

Justyna Poluta.


W Opolu, z poczuciem misji.

Mój dzień w Opolu zaczyna się wczesnym (jak dla mnie) rankiem… powolnymi ruchami sięgam po kawę, czuję jak piżama jeszcze przylega do mojego ciała. Poniedziałek? Wtorek? A może piątek? To na pewno nie będzie jakiś dzień weekendowy, po prostu nie mam szczególnego powodu, by zostawać w mieście na weekend. Poniedziałek/Czwartek=uczenia, pozostałe dni=rozwój zawodowy. Do tego dochodzi relaks, czas na planowanie, czas spędzony z życzliwymi mi ludźmi i ogarnianie akademickiego kąta. Wszystko w porządku. Tak wygląda życie ustatkowanej dziewczyny, która jeszcze poszukuje swojej drogi zawodowej, dookreśla się i właściwie świetnie bawi zdobywając nowe doświadczenia, poznając inspirujących ludzi i mogąc doświadczać twórczej atmosfery. Jest naprawdę bardzo fajnie, dynamicznie ale i refleksyjnie. Niemniej jednak, ostatnio nachodzą mnie myśli, że to może nie wystarczy… że trochę tłamsi mnie przeświadczenie, że robię sporo. Dla siebie. Dla bezpieczeństwa i stabilności zawodowej i finansowej. I czegoś mi definitywnie brakuje, jakiegoś… poczucia misji, satysfakcji. Czegoś WIĘCEJ.
Już nie raz próbowałam zrobić „coś dobrego”, jednak doświadczyłam tylko niepoważnego i toksycznego zachowania ze strony organizacji pro-zwierzęcej Towarzystwo SOS dla zwierząt w Polsce z siedzibą w Opolu, dlatego przed nimi przestrzegam. Faktycznie, to mnie trochę znięchęciło. Stwierdziłam, że chyba miasto nie jest gotowe na wykorzystanie swojego potencjału, na śmiałe ruchy.
A jednak mieszkam tutaj wśród wspaniałych, mających chęć pomagać ludzi. Organizacja organizacją, reprezentanci reprezentatntami… a mi i tak dzięki zainteresowaniu się pomocą zwierzętom, udało pozać wielu wzruszających i oddanych swojej misji ludzi. Prostych ludzi, mających w swoich domach duże zegary, które wskazywały godzinę, w której wychodzili na ulicę dokarmiać bezdomne koty.
Jednak przez fatalną oranizację struktur zarządzających, ze strony ludzi nie mogli liczyć na zbytnie wsparcie.
Wciąż brakuje mi poczucia misji. Co robić, żeby było to ważne, pożyteczne i mądre?
2 lata temu byłam wolontariuszką – animatorem czasu wolnego i twórczości w stowarzyszeniu katolickim. I bardzo miło to wspominam. Tam moje koordynatorki nawet uwagę potrafiły powiedzieć ze wsparciem indywidualnego potencjału ; )
Potraktowałam to jako krok do rozwoju ZAWODOWEGO i nie myślałam o tych miłych popołudniach w kategoriach misji…
A teraz mam dość czasu, świadomości, pomysłów… zorientowania jako animator kultury… że zastanawiam się, co z tym zrobić. Z organizacją pro-zwierzęcą się nie powiodło. Nie z tą.
Ale nasze miasto jest naprawde zaangażowane, jeśli chodzi o animacje społeczne i skupianie się na dobroczynności, tylko może aż tak dobrze tego nie widać. Nie ma specjalistów od promocji…
Na codzień spotykam ludzi z energią i poczuciem spełnienia, nawet jeśli robią rzeczy drobne. Ostatnio coraz częściej nachodzi mnie myśl, żeby trochę zwolnić z tą zawrotną, może nie karierą, ale osobistą misją „zawodowego doogarniania” i poświęcić trochę czasu na… coś dobrego. Już wiem, że nie łatwo będzie mi znaleźć coś dla siebie. Nienużące i jednocześnie przynoszące efekty.
Może tym razem nie będę orientować się w kierunku zwierząt, tylko ludzi? Nie wiem, czy się nadaje. Znam się co prawda na organizacji czasu i skuteczności, ale ludziom właściwie nie ufam, jeszcze ta moja postawa oceniająca.
Przede mną wyzwanie. Niechaj to małe i spokojne, ale szlachetne miasto spróbuje mnie wzbogacić…

J.P


Dobre, bo opolskie. – Nowa inicjatywa w naszym mieście. / Czy ludzie odkryją swój potencjał? :)

Będzie o zdolnych ludziach. – Mówią.
Będzie o inspiracjach, o wyjątkowości naszego miasta. – Mówią.

Jestem bardzo ciekawa rozwoju tego portalu. Nie wiem, nie spodziewam się, żeby opolanie byli tak bardzo świadomi swojego talentu, żeby mieli chęci się tym dzielić… swoją pasją i spojrzeniem na świat. Ten projekt jest naprawde pełen entuzjazmu i szlachetności. Tylko, czy znają się ludzie gotowi do zaprezentowania siebie? Trzymam kciuki. Baaardzo rzadko spotykam tutaj kogoś, kto szczerze cieszy się życiem i jest dumny z tego kim jest. Niemniej jednak autorzy tego projektu podjęli się wyzwania. Czy opolanie są gotowi odkryć i zaprezentować swój potencjał? Powodzenia.

Funpage Grupy:

http://www.facebook.com/home.php#!/dobreboopolskie

J.P


Nierozwijające kierunki studiów, czy po prostu niedostosowane do urynkowienia i zapotrzebowania?

We Wrocławiu otwarto nowy, intrygująco brzmiący i zapewniający rozwój zawodowy kierunek studiów – branding. I to na uczelni publicznej, UW. Prywatne prześcigają się w nowych koncepcjach i otwieraniu możliwości. Co się dzieje na naszym podwórku, na Uniwersytecie Opolskim? Produkują się nieprzyszłościowe kierunki humanistyczne, ale nie ma sensu ich przecież likwidować, mimo, że po nich najczęściej ląduje się jako wykładacz towaru na kasie, o przeraszam – merchandiser. Taka nazwa z pewnością daje większą nadzieje na satysfakcję osobistą. Takie kierunki to kopalnia forsy, tylko że nie absolwenci tę forsę zarabiają. Wyższa Szkoła Bankowa zorganizowała z firmą szkoleniową Illustro, nabór na studia podyplomowe z zarządzania zasobami ludzkimi – no tak, tutaj będzie zapotrzebowanie na zarządzanie osobowością, czy modnym ostatnio work-life balance. Co rusz mówi się o jakichś kursach, czy targach pracy, gdzie Cię coś ma szanse oświecić. Natomiast mój uniwersytecik ma się dobrze. Karzą produkować bezmyślne prace licencjackie i jeszcze bronić ich najlepiej na 5, a później naturalną koleją rzeczy będzie, jeśli dostaniesz stanowisko „wydrolowywacz wiśni” w przetwórni warzyw i owoców w rodzinnej miejscowości… nie mając wcześniej czasu na zorientowanie zawodowe, czy zdobywanie doświadczenia, siedząc w jakiejś bibliotece i czując na sobie zapach starych, zapomnianych ksiąg. Ręce i cycki opadają. Atmosfera na uniwersytecie jest flustrująca, a rozmowy studentów na korytarzach świadczą o tym, że mają problem dosłownie ze wszystkim, na za najlepsze lekarstwo uważają przedrzeźnianie wykładowców i skręcanie papierosów w trakcie konwersatoriów.
Cała praktyka zawodowa ogranicza się do obowiązkowych MIESIĘCZNYCH praktyk raz na dyplom. Zajęcia dodatkowe, rozwijające i przyjemne – zostały cofnięte.
HRowcy z firm, w których mogę pracować z moim wykształceniem na hasło „Witam. Chciałam porozmawiać o praktykach.” odkładają słuchawkę, albo mówią: „Nie potrzebujemy tutaj obijających się studencików bez ambicji.” Na kontynuację rozmowy brzmiącą: „Nie miałam na myśli OBOWIĄZKOWEJ PRAKTYKI UNIWERSYTECKIEJ, tylko własną inicjatywę.” otwierają oczy ze zdumienia. To można mieć własną inicjatywę w Opolu?
To świetni, oferujący dookreślenie zawodowe biznesmeni, po prostu zupełnie nie przyzwyczajeni do tego, że opolscy studenci mają jakieś własne pomysły, czy chęci. Inwestują w młodych, zdolnych swój czas. A wracając do głównego tematu, Uniwersytet poza szkoleniami z ACK oferuje niewiele… u wykładowców podejście często profesjonalne i zdystansowane, zamiast inspirującego. Studenci między sobą raczej też nie będą dawać sobie wskazówek z obawy przed wykluczeniem z racji bycia kimś więcej, niż kimś kto ma problem z tym, że żyje.
Dookoła tylko słychać namiętne pieprzenie o tym, jak to nie ma miejsc pracy. Nie zauważyłam. Z samego mojego kierunku studiów, w agencjach marketingowych, interaktywnych… kreatywnych… domach mediowych… agencjach prowskich… brandingowych… szukają WYKSZTAŁCONYCH, ZDOLNYCH LUDZI Z UMIEJĘTNOŚCIĄ ORGANIZACJI PRACY I PASJI. Nie mówiąc już o pracy z sprzedaży. A pracy nie ma, bo takich ludzi nie znajdują. Ci, którzy przetoczą się przez biura rekrutacyjne ze swoją życionką tylko zabierają czas.
Wybierałam Uniwersytet Opolski ze względu na małą konkurencyjność, przyjazność miasta, spokojne tempo pozwalające się ustatkować, dookreślić… dokładnie tak na to patrzyłam i dokładnie to tutaj znalazłam. Jednak jak to wygląda obiektywnie?
UO można potrzegać jako miejsce nieinspirujące, z kierunkami studiów, które już dawno niczego nie gwarantują, a nawet nie uatrakcyjniają życionki.
Pozostając tutaj na studiach, można wyjść na swoje. Dość wysokie stypendia, wszędzie blisko, wymagać też nie wymagają, bo specjalnie nie ma od kogo. Tylko przy poszukiwaniu pracy trzeba będzie sobie znaleźć dobry powód, dla którego właśnie w tym mieście robiło się dyplom. Przy imponujących umiejętnościach, doświadczeniu i osiągnięciach, może rekruterzy nie zwrócą uwagi na miasto, które nie motywuje.
Ale zawsze zmotywować możemy się sami : )

Justyna Poluta.


Nowy, ciekawy kierunek studiów podyplomowych w Opolu.

Od pewnego czasu przeglądam oferty studiów podyplomowych. Teraz wystarczy mieć dyplom licencjata, więc…
I myślę, że warte zaakcentowania są studia z partnerstwa publiczno – prywatnego, jak również warsztaty z tego zakresu.
Więcej szczegółów tutaj – http://www.janski.edu.pl/Aktualnosci,3253_warsztay_z_partnerstwa_publiczno_prywatnego.html

Justyna Poluta.


No wreszcie! – Krzyczę z entuzjazmem. Wreszcie ktoś coś wymyślił, wreszcie jest skutecznie, wreszcie wiedzą, co robią…

Po moich negatywnych doświadczeniach z jedną z opolskich organizacji pro-zwierzęcych, która wykazała się niekompetencją i brakiem jakiegokolwiek zorientowania w animacji społecznej, czego ukrywać nie będę… Myślałam, że w tym naszym mieście nic się już nie zadzieje w tej kwestii… A jednak, zostałam pozytywnie zaskoczona. Wystarczył pomysł, chęć… dobra promocja. Hm… zresztą wydarzenie promuje się samo, bo to pierwsza tak innowacyjna inicjatywa w naszym mieście.
Bardzo twórcza i bardzo porzebna. Miód na moje serce i chęć zwrócenia uwagi na sytuację zwierząt.
Brawo dla Fundacji Fioletowy Pies. Wychodzą do ludzi, apelują… I choć znaleźli na to lekko komercyjny sposób, to nawet moje obserwacje rynku w ostatnim czasie ukazują, że nic się tak dobrze nie sprawdza, jak wplecenie wątku komercyjnego w szlachetną idee.

Życzę rozgłosu, powodzenia i skuteczności.

A czytelników bloga zapraszam do wzięcia udziału w Szkoleniu za jedzenie –

http://www.facebook.com/FioletowyPies#!/events/498507286862738/

Justyna Poluta.


Bunt w Opolu.

Na co można by się tutaj zbuntować? Gdzie usiąść, machając nogami i patrząc z góry na całe miasto? Dachy kamieniczek, a nawet biurowców, które nie są w naszym mieście aż takie wysokie, wydają się dobrą opcją.
Tylko na co się tutaj zbuntować? Na ten zastój… Na brak możliwości rozwoju zawodowego… Na to, że wszędzie blisko?
Jakiś czas byłam na to zbuntowana, przyznam. Opole to takie piękne miasto, w którym nie ma specjalnie dokąd wyjść, a tym bardziej skąd wrócić. Z czasem zaczęłam odkrywać jego urok, nie zakochałam się w przeciągu jednego wieczoru.
I teraz niespecjalnie mam się na co buntować. Cóż, szkoda, że nie ma tu Ikei. Plener w wakacje może jeden, ze dwa. W powietrzu nie czuć mobilizującej atmosfery rywalizacji. Od czasu wszyscy pogadamy na ten sam temat. A jak poczujemy potrzebę buntu, to zwyczajnie włączymy wiadomości. Za to samo miasto kłopotów nie sprawia. Nie jest ani za duże, ani zbyt zatłoczone. Z kolei nie otwiera nas na nowe możliwości, ale też nie każdy musi to lubić.
Tak się zastanawiam z przekory, na co tu mogłabym się zbuntować… Na polityce niezbyt się znam, conajwyżej sympatyzuję z jakąś partią… Chyba skończył się mój etap buntu. Wiem, że jeśli chcę poszukać czegoś innego, to mam gdzie tego szukać.
Opole jest świetnym punktem wyjścia, miastem które przytuli… I taki jest jego urok. Chyba nie ma sensu się buntować, że kot to nie pies. Na jesieni, choć nie wyszło z tej współpracy nic skutecznego, miałam przyjemność poznać ludzi tak od siebie, z potrzeby serca, robiących coś dobrego, w szarym końcu popękanej ulicy.
Po tych wszystkich doświadczeniach wiem, że nie warto się buntować… trzeba znaleźć dla siebie nowe możliwości…
A Opole wbrew pozorom, je oferuje…

Justyna Poluta


Jestem z przekonania opolanką…?

Pod koniec stycznia miałam przyjemność być na konferencji Młodzi na rynku pracy, organizowanej we Wrocławiu. Konferencja zawierała elementy promocji miasta, to jasne… Niemniej jednak, jeden z prelegentów zupełnie szczerze stwierdził „Jestem Wrocławianinem z przekonania.” Piękne, wzruszające i zawierające w sobie jakąś historie. Hm.
W drodze powrotnej, w pociągu Wrocław-Opole, zastanowiłam się, czy ja mogę być Opolanką z przekonania? Pewnie tak, zaczynając od tego, że WYBRAŁAM to miasto, tak… Pamiętnego lata, tuż po skończeniu szkoły średniej, zdecydowałam się wyjechać do spokojnego, a jednocześnie rozwijającego miasta. Padło na Opole, trochę z racji celnych i mądrych rad… trochę z ciekawości. Nigdy wcześniej tutaj nie byłam. W ciągu kilku dni, przekonałam się, że łatwo nie będzie – za to twórczo i zabawnie. Najpierw przekonywałam się sama do siebie… Czy ja tu pasuję? Czy to miasto ma potencjał? Czy będę mogła pracować w takim charakterze, w jakim sobie gdzieś tam zamierzyłam, mając jeszcze mgliste pojęcie o rozwoju zawodowym? Następnie przekonywałam się do ludzi…
Nie było łatwo się zaangażować w mieszkanie w tym mieście… Nie wyobrażać sobie i nie łudzić, że gdzie indziej będzie lepiej… bardziej przystępnie, a może… po prostu przyjaźniej, łatwiej?
Nie okreslę tego tak, że Opole zdradzałam, ale… miałam po drodze, przez te ponad 2 lata, różne przystanki. Fascynacja Warszawą chyba nigdy mi nie minie. Tam w kolejce po hamburgera w miejskiej budce możesz spotkać człowieka, który da Ci szanse, która zmieni Twoje życie. Tam jest po prostu inaczej, atmosfera tworzy się sama.
Spostrzegawcze oczy inwestorów i trendwatcherów skierowane są w tym momencie na Śląsk.
A ja jestem tutaj, choć podróżować lubię. I mam w zwyczaju. Dzielić się na kilka miast i mnóżyć sobie pracę, którą uwielbiam.
Ale czy ja jestem Opolanką z przekonania? Tak, chyba tak. Bardzo spodobała mi się czyjaś myśl: „Moglibyśmy z naszą firmą wystartować z Warszawy, ale jesteśmy stąd… z Opola… więc zacznijmy to tutaj, nasze miasto też ma potencjał.”
Jeśli znam Opolan z przekonania, to z przekonania do czego? Hmmm… do slow lifu, do kultury miasta.
Latem miałam praktyki w radio, moja opiekunka praktyk przychodziła do pracy bladym świtem, i było widać, że jest w pełni zaangażowana w to, co robi… swoim miłym głosem budziła to miasto…
Jestem opolanką z przekonania do potencjału tego miasta, którego doświadczam ostatnio na każdym kroku.
Z racji tego, że mi się tu podoba. Mieszkam minutę spacerkiem od mojej ulubionej knajpki.
I nie wydaje mi się, żeby to było na chwilę.

Justyna Poluta.