Średniej Wielkości Miasto – slow life and mess of inspiration …



Społecznie zaangażowane projekty z zakresu edukacji informacyjnej. – Analiza z punktu widzenia przyszłego kulturoznawcy i zwykłego przechodnia.

Projekty społecznie zaangażowane. Spełniające funkcję infomacyjną. Broszka polityków „promujących się” i ludzi, którzy wracają z Wrocławia i dzielą się wrażeniami ze znajomymi, którzy również tworzyli coś podobnego, albo choć o tym słyszeli. Poza „Interaktywną mapą Opola.”, nie oszukujmy się ! robioną na wzór innych miast, nikt nie ma pomysłu… ośrodki pomocy socjalnej borykają się z własnymi kłoptami, stowarzyszenia inicjatyw społecznych zaangażowały się w projekty typowo kulturalne… a ci, którym może nawet i coś chodziło po głowie, zamknęli to w formie projektu na uczelnie, gdy studiowali coś w tym materiale i… uj. Nie bójmy się tego słowa – używajmy go, może nas lekko zawstydza, ale przede wszystkim zawstydzać nas, jako mieszkańców Opola powinni być zawstydzeni obojetnością, by nie powiedzieć dezorientacją.

Doszukuję się jakichś ochłapów społecznego zaangażowania – właściciele biznesów próbują wyprostować mało etyczne wizerunki swoich firm… więc stają się dobroczyńcami, na spotkaniach dla staruszków najwięcej mają do powiedzenia ich opiekunki z domów dziennej pomocy – wam zależy, wiemy. Inaczej nie pracowałybyście za tyle. No i nasze podwórkowe anioły od kotów… władze uczelni też się starają – konferencje otwarte i tak dalej… dalej to będzie lanie wody.

To wszystko można obskoczyć w ciągu jednego weekendu w mieście, przy ładnej pogodzie. Ze szczególnym uwzględnieniem kawiarnii Kofeina i Book a Coffee, które dzięki zajęciu twórczej i pełnej świadomości postawy, generują środowiska aktywne społecznie… to znaczy ludzi, których mogłabym policzyć na palcach.

Nikt właściwie pod Opolem się nie podpisuje. Czytam prasę branżową – o kulturze, desingnie, sztuce… W kolumnach warszawiacy i krakowiacy, przynajmniej odkąd zaczęli coś znaczyć w środowiskach tego miasta. Częściej przeczyta się, że ktoś jest dumny ze swojej rodzinnej, malowniczej wioski „Małe Swornegacie”, niż że przyznaje się do tego, że jest z Opola, albo że w Opolu zaczynał.

No więc tak to wygląda. Od siebie to tyle, ile kot napłakał. A i synestezja nietęga… Władze/Biznes/Kultura, jako działalność idei strategii spójności LEŻY I KWICZY. Brak spotkań networkingowych, tylko cele, rozpisane w dokumentacjach, jak pięknie sformuowane były, tak są:

„Cel strategiczny osiągany będzie poprzez realizację horyzontalnych celów szczegółowych. Celami horyzontalnymi Narodowej Strategii Spójności są:

  1. Poprawa jakości funkcjonowania instytucji publicznych oraz rozbudowa mechanizmów partnerstwa,

  2. Poprawa jakości kapitału ludzkiego i zwiększenie spójności społecznej;

  3. Budowa i modernizacja infrastruktury technicznej i społecznej mającej podstawowe znaczenie dla wzrostu konkurencyjności Polski;

  4. Podniesienie konkurencyjności i innowacyjności przedsiębiorstw, w tym szczególnie sektora wytwórczego o wysokiej wartości dodanej oraz rozwój sektora usług;

  5. Wzrost konkurencyjności polskich regionów i przeciwdziałanie ich marginalizacji społecznej, gospodarczej i przestrzennej;

  6. Wyrównywanie szans rozwojowych i wspomaganie zmian strukturalnych na obszarach wiejskich.”

             Nie twierdzę, że się nie starają. Nie twierdzę, że nie spełniają wymagań. Każdy kij ma dwa końce. I zastanawiam się, dlaczego w naszym mieście nie zrealizowała żadnego projektu Fundacja Komunikacji Społecznej. Czemu nie utworzono jednostki zajmującej się aktywnym wspieraniem młodych artystów?

    Na stronie Opolskiego Centrum Wspierania Inicjatyw Pozarządowych informują o składaniu sprawozdań. Zniechęcająca wiedza specjalistyczna. Stołki dla ludzi, którzy skończyli administrację i cudem jest w naszych oczach, że w ogóle znaleźli po tym robotę.

    Na Uniwersytecie Opolskim aż uszy bolą od teoretyzowania. Animacja i organizacja kultury, zagadnienia twórczości amatorskiej… czasami nie wystarczy „realizować założeń”.

    Mówi się, że w Opolu poza Festiwalem Piosenki nic się nie dzieje… ale oprócz koncentrów sponsorowanych przez Pandę na plakatach w całym mieście nic więcej nie miało miejsca.

    Naprawdę chciałabym dożyć dnia, kiedy będę musiała operacyjnie doszyć sobie więcej palców, bo w naszym mieście nagle zaczną pojawiać się ludzie, których to „obchodzi”. Nie uważam, że takich nie ma… wciąż mam z kim pić. I przy okazji poruszać kluczowe tematy, oczywiście. Po prostu jakoś nie wychodzą ze swoich domów, gabinetów…

    Czy ktokolwiek pomyślał odpowiedzialnie o skutkach, jakie mogą nastąpić, jeśli nadal będziemy siedzieć na tyłkach, podparci wymówkami?

    Autor: Justyna Poluta.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: