Średniej Wielkości Miasto – slow life and mess of inspiration …



City placement w Opolu? – Wzruszający film, który miałby na celu edukację emocjonalną. Tak to widzę.

Napisane w trasie Warszawa-Śląsk-Opole.

Warszawę najpierw poznawałam od strony produkcji kulturalnych, które zostały tam zrealizowane, a ja o nich czytałam… a także seriali. Reżyser, scenograf, emocje – przecież to wszystko sztuka, historie, które piszą się i zmieniają życie bohaterów na pełne wrażeń. Zapach magazynów składanych przez twórczych ludzi… miejsca takie, jak Karma, Charlotte, czy Plan B – stworzone z pasją. To nie mógł być rzeczywisty obraz, mimo to się zakochałam w tym mieście. Bezpowrotnie. Teraz, mając na uwadze jeszcze tamte zachwyty, urzeka mnie wszystko inne – second handy na Starej Ochocie, które mają zabawne nazwy i świetnie wystlizowane szyldy… stacja PKP Warszawa Wschodnia, która po wyjściu z budynku dworca wygląda, jak Total Wygwizdów… ludzie, którzy chodzą po ulicach tak, jakby tylko wyszli po bułki.
I na dodatek wydaje nam się, że tam tak po prostu spełniają się marzenia.

Filmowcy dodatkowo zaczarowują to miasto… a kiedy ma się morze czasu w nowym mieście… uwielbia się słuchać o tym, którym wyszło.

Stąd Warszawa. I nie wiem, czy ktokolwiek świadomie próbuje ją promować, czy to się po prostu dzieje samo z siebie? Tam pracują…żyją…kochają…i rozczarowują się ludzie, którzy wierzą w to, co robią.

A ja kocham Warszawę za jej bezpretensjonalne „Albo będziesz WIEDZIAŁA, czego chcesz od życia, albo wsiadaj w autobus do swojej miejscowości.”

Cudowna, a cudowną alternatywą dla niej jest… moje miasto? Tak, moje miasto. Moje miejsce. Mój dom. Moje łóżko. To, jak wrosłam w to miasto i co zmieniam na lepsze, na dobre.

To moje miasto. To Opole.

Ten slow life, ta kameralność, dar ukojenia… krótkie uliczki właściwie nic nie kryjące. Ludzie, którzy tworzą to miasto mogliby się zmieścić przy jednym stole. I tak też się dzieje… Najlepszym tego przykładem są opolskie Formaty Kultury. Jeden stół.

Warszawa nauczyła mnie, jak się dookreślić, jak walczyć… ale Opole, jak zwyciężać. Tutaj ludzie są bardziej wyrozumiali, dają więcej wskazówek, najzwyczajniej pod słońcem – mają więcej czasu. Wszystko, co ważne robią w zaciszu swojego domu i uczą tego swoje dzieci.

Śląsk pokazał mi, jak to wszystko zaaranżować, by wyrażać siebie w Dobre Imie Czegoś Znaczącego. Śląski streetowy festiwal mody.

Podróżując pomiędzy tymi miastami, wiedziałam, że gdy wracam do Opola, to wracam do domu – ciepłego, stałego, takiego, który jest blisko, blisko mnie.

Śląsk kultywuje kontakty rodzinne… i wynikające z tego decyzje, radości, kroki do przodu… przemy do przodu szybko… jak snopowiązałka. Pracując z kamerą tam można by opowiedzieć o POROZUMIENIU, SZACUNKU, UZNANIU, SZCZERYM ŚMIECHU.

Gdyby kręcić w Warszawie? Wiemy. Widzimy. Przed tym właściwie nie da się ucieć… ; )

A gdyby miał powstać film promujące nasze miasto poprzez jakąś historię? To myślę, że byłaby to historia CZŁOWIEKA ALBO IDEI NA TLE MIASTA. Bogata w zmagania, wiarę i zwykłą, codzienność, którą można wznieść w podźięce.

To była by historia pogmatfana, która wzięłaby się z tego, że opowiedzieli ją ludzie… w podziwie, w darze… żeby zacieśnić sąsiedzkie relacje.

Taka historia w Warszawie miałaby wydźwięk „MUSIMY.”

Wydźwięk historii opolskiej brzmiałby „MOŻNA, A NAWET TRZEBA!”

Autor: Justyna Poluta.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: