Średniej Wielkości Miasto – slow life and mess of inspiration …



Nie przepadam za rozpoczynaniem nowego życia. – Właśnie taką myślą zaczęli dziś dzień nowi studenci UO.

Wczoraj przyjechali do miasta nowi studenci, część z nich została rozlokowana na moim piętrze w akademiku. W toalecie czeka na nich wieki różowy miś, jak zdążyłam zauważyć.
Dla kogoś właśnie zaczyna się nowe życie – współczuję, że na tak kruchym gruncie. Nie przepadam za rozpoczynaniem „nowego życia”, nie da się wymazać wspomnień, a nie potrafiłabym bez ważnego powodu rozstać się z ludźmi, którzy są częścią mojego życia – a właśnie z rozmów z ludźmi, którzy przyjechali do nowego miasta wynika, że… liczą na coś spektakularnego z zaznaczeniem, że nigdy nie skończą im się kieszonkowe.
Też taka byłam. Myślałam, że nowe życie = nowe miasto, nowe wyzwania… niestety, nie. Przywiozłam ze sobą ten sam charakter, dopraszając się uwagi, na czym wyszłam jak Zabłocki na mydle. Ale kochani… to jest właśnie przywilej młodych.
Mamy prawo JESZCZE nie myśleć głową…
Z „nowego życia” nie wymarzesz usposobienia, ustosunkowania…
Może gdybym jeszcze raz miała zaczynać „od nowa”, więcej „starego życia” zachowałabym dla siebie? Zabawne, jak nawet mądrzy ludzie z ufnością powracają do przeszłości…
Miasto i tak Cię nie przytuli – Pamiętam, jak stałam w oknie wierzowca hotelowego w Warszawie i patrzyłam na oddalony symbol tego miasta, oświetlony na granatowo. Przedstawiane, jako miasto sukcesu, ludzi pewnych siebie i mogących Cię czymś zaciekawić – tak, ale nie wtedy, gdy jesteś sama.
Przychodzi mi do głowy „Leczenie przeszłością.” – Polecam spędzanie czasu na płakaniu w poduszkę, roztrząsaniu i żałości, że wcześniej miało się jakiekolwiek życie.
Uspokaja, aż do zaśnięcia.
Gdy przyjechałam do miasta, nie liczyłam dni, nie przywiązywałam uwagi do tego, co-komu-i jak mówię.
Kilka dni temu spotkałam się na Śląsku z kimś w sprawie poszerzenia doświadczenia zawodowego na tamten region. Ten mężczyzna powiedział takie naturalne słowa, do których ja nie mogłabym dość sama – za bardzo czuję odpowiedzialna za moje życie, choć czasami wystarczy zgodzić się z tym, co nas spotyka.
Powiedział, że studia to czas odnalezienia się… a żeby się odnaleźć trzeba się zgubić. Dodał, że to jest czas próby. Nie wolno nam, „dojrzalszym?” wymagać od nich czegokolwiek, jedyne, co możemy w kontaktach z młodymi ludźmi to – cieszyć się tym, jacy są, inspirować, słuchać. Może nakierowywać.
Bardzo szybko skończy się dla nich ten „okres ochronny”.
Z sentymentem wspominam swój pierwszy rok studiów. Czasami patrzę na niego ze złością. Takie były uroki tego wieku.
Pierwszakom pozostaje „Alternatyna mapa Opola.” i opolanistyczny…
Co boli najbardziej w taką ciszę, gdy zostaje się samemu w pokoju?
Chyba słowa, które się przypominają, powiedziane do wszystkich, z którymi zaczęła się jakaś nasza przygoda, ale… stwierdziliśmy: „To koniec, przepraszam, zaczynam nowe życie.”

Autor: Justyna Poluta.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: