Średniej Wielkości Miasto – slow life and mess of inspiration …



Błogosławieństwo rezygnacji, czyli o tym, jak duże znaczenie w funkcjonowaniu organizacji ma tzw. czynnik osobisty. Case study: Rozpad Stowarzyszenia Godność i Praca oraz Klubu Integracji Społecznej w Opolu.

Trzymam w swoich dłoniach akt oskarżenia, z którego niewiele rozumiem. Może dlatego nie wybrałam studiów prawniczych? Nie byłam przekonana, co to spełnienia się w tym zawodzie… Po prostu bałam się, że nie wystarczy mi czasu na życie… Dziś przekonałam się, że nieważne, czy prawnicy mają czas na życie prywatne, czy nie, prawu nie zawsze można ufać. a prawnicy czasami działają w imie czegoś, co po zweryfikowaniu okazuje się nieuczciwe.

Akt oskrażenia dotyczy nieprawidłowości w działalności okołopolitycznej, jakich rzekomo (status oskrażonego, decyzja o uniewinnieniu) dopuściła się prezes byłego już Stowarzyszenia Godność i Praca. Nieważne, że Sąd ją uniewinnił.

Po rozmowie z tą Panią jest mi naprawdę przykro: Oberwała za  to, że chciała dobrze.

Nie liczy się tylko idea, zaangażowanie i skuteczność – jeśli chodzi o animacje społeczną, inicjatywy mające na celu podniesienie jakości życia i świadomości zawodowej ludzi z kręgu wykluczonych. Trzeba mieć także na uwadze zwykłą ostrożność i jeszcze dystans. Stowarzyszenie rozpadło się, mimo, że wywalczyło wiele dobrego, założycielka cieszyła się poważaniem i przychylnością ludzi zainteresowanych tematem.

Rozpad był rezygnacją z walki o coś, o co już nie było sensu walczyć – priorytety zostały zrealizowane, a zła sława Oskarżonej pozostała.

Stowarzyszenie Godność i Praca dużą uwagę zwracało na tzw. wsparcie środowiskowe. Komunikacja problemowa doprowadzała tam do konkretnych rozwiązań. Mimo sukcesów zostało rozwiązane, jego działalność wygasła.

Myślę, że poszło o honor. Była Prezeska stowarzyszenia twierdzi, że ludzie, szczególnie ci z Twojej branży, zniszczą Cię jeśli tylko się wychylisz, jeśli tylko nie będziesz z nimi w komitywie.

Ja przyznaję się do tego, że mierzę ludzi swoją miarą… dziś zostało mi uświadomione, że może nie do końca warto. Ludzie nieporadni, zdezorientowani życiowo też mogą się jakoś odnaleźć, jak się do nich wyciągnie pomocną dłoń i okaże życzliwość.

Dłoń Pani Prezes została jednak odtrącona. Znaleźli się ludzie, którzy nie zważając na to, że jej Stowarzenie jest błogosławieństwem, zobaczyli w niej konkurencję. Kogoś za bardzo skutecznego. Ktoś zastrzegł sobie prawo do wtargnięcia do jej życia prywatnego, wywlekając nieporozumienie z przeszłości i niszcząc całą renomę osoby, instytucji i tyle lat udanej działalności.

Kto to był, czy to kwestia prywatnych porachunków, wspomnianego honoru, czy… wychodzi na to, że nieważne, czy stowarzyszenie, biznes, czy coś innego – zawsze mamy do czynienia z czynnikiem ludzkim. Zawsze pozostaje po kimś jakaś historia. Jakieś niedomówienia. Prawda, którą ktoś przedstawi subiektywnie w imię własnych interesów.

Elementami działalności społecznej mogą być nieprzychylność, zagrożenie i stawianie w nieprzyjemnych sytuacjach. Pani była prezes twierdzi, że „dojście do władzy” to fikcja, że nie da się jednocześnie dość do władzy, czynić dobro i być uczciwym człowiekiem.

Jak to się zaczęło? Ano tak, że ludzie „z tamtego pokolenia” pozostali bez pracy, gdy zmieniał się ustrój. Trzeba było na to jakoś zareagować. Założyli stowarzyszenie. Pomagali ludziom, którzy nie byli zaradni życiowo.

Miał być „czynnik i wymiar społeczny”, a okazało się, że „czynnik osobisty” sprawił, że wszystko obróciło się w proch.

To wszystko to jest historia ludzi, którzy chcieli pomóc sobie – wyjść od tego, a którzy przyczynili się do wielu potrzebnych, słusznych i szlachetnych kampanii społecznych.

Naprawdę przyznaję, że to nie była przyjemna, choć szczera i uzdrawiająca rozmowa. Nic nie zniszczyło w byłej Pani Prezes chęci pomagania, a zmaganie się z wszelkimi przeciwnościami w działalności, tylko ukształtowało jej charakter.

Jestem pod wrażeniem jej uczciwości – Pojawia się jakieś podejrzenie, a ona już rezygnuje z działalności. Wyjeżdża. Gdziekolwiek wyjeżdża, każdy ma prawo do walki o siebie. Walka bądź ucieczka – tak reagujemy w naszym życiu. Walka o siebie jest najlepszym rozwiązaniem.

Zdaję sobie sprawę, że ten felieton nie jest do końca jasny. Rozmowa, którą przeprowadziłam, żeby zaakcentować problem „czynnika osobistego” w funkcjonowaniu stowarzyszeń społecznych i tworzeniu inicjatyw, też nie była do końca przyjemna. Zwrócono tam uwagę na tyle negatywnych aspektów, jakie wychodzą, gdy już się na coś decydujemy, że tę rozmowę można przyrównać dokładnie do czegoś odwrotnego, niż „podnoszenie na duchu”.

To było mądre. Każde zejście na ziemie jest mądre.

Autor: Justyna Poluta.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: