Średniej Wielkości Miasto – slow life and mess of inspiration …



Wieczorny spacer po Chabrach i przejażdżki autobusem. Umarł duch, niech życie przeczekiwanie?

Przejażdżki i podróże autobusami w Opolu trwają dla mnie za krótko. Miasto kurczy się do góra kilkunastu przystanków. I albo się podoba, albo nie – Nie można dać sobie czasu na poznanie jego atmosfery.
Najlepiej miasto poznaje się wieczorami, przez pryzmat obklejonej autobusowej szyby i patrząc po twarzach ludzi, którzy dokądś się wybierają, albo wracają… Opole wydaje mi się być miastem powrotów do domu – do przytulnych miejsc, gdzie czeka nas coś dobrego. Ludzie w tych autobusach i na przystankach częściej gdzieś wracają, niż wyruszają.
Na pewno nie miastem wyzwań i ostatnich szans – a taka jest dla mnie Warszawa po 21.00. Częstochowa jest miastem babuleniek wracających z herbatki i ciasteczek od rodziny oraz mam z dziećmi.
Wysiadam na Chabrach, okrążając jakieś mosty i mijając się z widokami na pola.
Nie umiem scharakteryzować Opola, może jest dla mnie po prostu za mało wyraziste. Jaką może mieć legendę miasto, które można okrążyć taksówką w 20 minut?
Okolica bardzo spokojna. Dzielnicę poznaję przez pryzmat opowieści o ludzkim i wrażliwym na potrzeby księdzu, który załatwił staruszce opiekę wolontaryjną.
Słychać tylko niedaleko przejeżdżające samochody, tworzą jednostajny szum. Framugi w oknach nie wyglądają na najnowsze, na klatkach schodowych kamienic pachnie, jak zwykle. Między kamienicami rosną drzewa. Miła alejka.
Wychodzę na balkon w mieszkaniu. Przychodzi mi do głowy myśl: Miasto to ludzie. Czyżby?
A jeśli ludzie Cię zostawią? Zrezygnują z Ciebie? Jak ze starszej Pani, u której zostałam wolontariuszką?
Mam na myśli Opole. Widzę? Lekką obojętność, zamartwianie się o siebie, upychanie na stanowiskach – nie ma mowy o uczciwej rekrutacji, całe chmary studentów, którzy już wkrótce wyjadą zasilać gospodarkę innego państwa swoimi wymarzłymi na akademickim swerku kośćmi. Mentalność „od pierwszego do pierwszego”, albo spędzanie życia na wypełnianiu go sobie ludźmi, którzy i tak odejdą, bo stwierdzą, że albo im się nie opłacasz, albo już nie wierzysz w sprzedawane historyjki?
Umarł duch, niech życie przeczekiwanie?
Wracamy przez tory, najpierw pod górkę, a później z górki. Taka sama góra śni mi się w nocy.
Opole łatwo jest rozpracować, zupełnie, jak ludzi bez pomysłu na to miasto.
To miasto kojarzy mi się właśnie z taką staruszką, którą ktoś opuścił.
Czy da się jeszcze staruszce przywrócić pamięć?
A może warta jest nowych wspomnień? Wokół niej kręci się mnóstwo ludzi, którzy chcą dla niej dobrze, wypełniają swoje obowiązki… ale nie ma w tym ducha. To jakby przeczekiwanie do momentu, w którym odejdzie.
W przełożeniu na język miłości do miasta: W którym wyjedziemy.
Trudno mieć z tego miasta jakieś wspomnienia. Można mieć bardzo wiele osobistych. Ale i tak kończy się to co wieczór w tych samych, nie grzeszących standardem miejscach, np. klubach studenckich.
Zabawne, miasto daje tyle możliwości skoncentrowania się na sobie, a nie widać, żeby ludzie z tego korzystali – Pragną wieczorami wychodzić z domu, a później narzekają, że to prowadzi do nikąd, że wszystko jest takie samo.
Warszawa zarzuca nas wielokulturowością, różnorodnością stylów życia – A tam jakoś każdy wie, co i jak i z kim.
W Opolu mamy spokój. Ale ten spokój jakoś ludziom nie służy…

Autor: Justyna Poluta.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: