Średniej Wielkości Miasto – slow life and mess of inspiration …



Niczym londyński concept store – zachodzę po ukojenie, ale i zaskoczenie. Opolski kramik Orient.

Zaczęło się właściwie nie pamiętam kiedy i nie mogę sobie przypomnieć, z jakiej okazji. Po prostu – weszłam na teren opolskiego targowiska, pewnie po to, żeby porównać atmosferę z jarmarkiem małomiasteczkowym niedaleko mojego rodzinnego domu. Tutaj jest inaczej – cieplej. Urzekło mnie cieplejsze podejście. Zawsze już będę targować się o 2 zł na bukiecie kwiatów do wazonu, podobnie, jak na rajstopach i rękawiczkach w kolorze jesieni.
Najbardziej za serce chwyciła mnie drewniana wnęka, zwabiła zapachem ciężkim, słodkim i mającym w sobie tajemnicę.
Kramik Orient – tak się nazywa stoisko, choć nie wiem, jak właścicielce udało się tyle emocji, wzorów i zachwytów zamknąć w tak prostej nazwie. Na początku kupiłam chustkę – przesiąkła zapachem kadzidełek, co kojarzyło mi się z tym miejscem.
Następnie, zajrzałam przy okazji i kupiłam kawę… aromat i smak nie do opisania. W środku kramiku stoi ekspres do kawy, można zamówić sobie na przykład waniliową, na wynos.
Butik handmade, do którego przyciągają oryginalne drobiazgi i żywiołowa właścicielka.
Chociaż nie, właścicielka, to jest złe słowo – Bardziej odpowiednie zdaje się być „autorka”.
Sama wyszukuje wszystko, co sprzedaje. Twierdzi, że najbardziej znaczące są rzeczy z duszą.
Jak to na jarmarku – zachodzę tam po sprawunki, i chyba ta fantastyczna kobieta przynosi mi szczęście swoją osobą – mówi, że ceny ma uczciwe, a i mnie coraz częściej stać, żeby tam zajrzeć i coś kupić.
To jest butik autorski, historia. Zbiór przeżyć zamkniętych w kilku przedmiotach, które zostają zakupione po to, by cieszyć.
To prawdziwa pasja w najbardziej wzruszającej szczerością formie.
Przy pisaniu tego felietonu, zapalam sobie sandałowe kadzidełka, idealnie pasują na jesień. Kupione właśnie tam.

Gorąco, tak, jak gorąca jest herbata z pomarańczą, zapraszam na stronkę autorskiego butiku:

http://www.facebook.com/home.php#!/KramikOrient

Gdybym miała cały dzień wolny, gdybym miała taki Dzień Wagarowicza – to chciałabym tam przyjść, usiąść na stołku i siedzieć, wąchając zapach mięty pieprzowej. Myślę, że to mogło by mnie uszczęśliwić aż nadto.

Autor: Justyna Poluta.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: