Średniej Wielkości Miasto – slow life and mess of inspiration …



Być może stworzę w Opolu dom. Być może już mam tutaj dom… Dom tworzą ludzie, a ja bardzo chciałabym, żeby w moim domu drzwi się nie zamykały. O popołudniowej wizycie u opolskiego anioła, choć bez nazwisk :)

Jest niedziela, no tak. Mój zrobił mi kawę, jak co rano, a ja zabrałam się za frywolne, lekkie popisywanie o miłości. Jak za panieńskich czasów – Siedziałam za biurkiem skierowanym do okna, z którego widok rozpościerał się na uliczkę akademicką i… pisałam.
To było, jak już mówiłam, za czasów panieńskich. A teraz? A teraz w niedzielny poranek zastanawiam się, jak stworzyć dom w tym mieście. Jakimi ludźmi go zapełnić? Gdzie wychodzić w niedzielę w odwiedziny? Do którego kościoła pójść? Dlaczego znowu sprzątamy w niedzielę, odgarniamy…
Niedziela w Opolu? Weekend w intensywnie coś przeżywającym mieście, ale nie w Opolu. – Tak jeszcze do niedawna myślałam, do wczoraj – szukając restauracji na pyszny, nie rujnujący po kieszeni obiad. Nie pomyślałam wtedy o ludziach.
Na szczęście ktoś miał śmiałość czegoś ode mnie wymagać.
Popołudniu jestem zaproszona do pani w słusznym wieku, która ostatnie 30 lat poświęciła na starania się, by stare koty odchodziły z tego świata z godnością.
Spojrzała na mnie i powiedziała: „A może by Pani przyszła do mojego domu?”
Domu? – Pomyślałam. My tutaj nie mamy domów… Ja gdzieś tam mam dom rodzinny, a gdzie indziej chciałabym stworzyć jakiś od początku – w jakiejś wiosce, ale już nie pod metropolią. Wiem na pewno, że gdzieś są moje rzeczy, kilka moich ubrań, gdziekolwiek bym nie chciała się przespać.
Nie, nie wiem, gdzie powinien stanąć mój dom. Nie teraz!
Czego ja się boję? Jest niedziela. Dzień dawania sobie pocieszenia, zachytwów, niezliczonych godzin i pięknej pogody.
Dom. Dom w Opolu. Zaproszenie do domu w Opolu. Nie zaproszenie do wspólnej podróży, do mieszkania studenckiego, nie na drinka, ani nawet na rozmowę do spokojnej kawiarni.
Poprzez pryzmat ludzi, którzy tworzą domy, rodzinne i te dla istot wyrzuconych i zponiewieranych, mogę teraz patrzeć na Opole.
Czuję się zaszczycona i zmieszana. Spotykając na swojej drodze kogoś, kto postawił przede mną wyzwanie przywiązania i poszanowania, największe wyzwania, jakie można mi rzucić.
Co do takiego domu należy przynieść w prezencie?
Nie wiem, na pewno coś wymyślę.
Przypominam sobie teraz moment, gdy w pewną wiosenną niedzielę, przed południem, siedziałam z kimś na ławkach obok fontanny przy Grabówce i zadawałam pytanie: „Ale jak? Jak mam to zrobić?”
To był jeden z tych ludzi, którzy wzbogacają nasze życie, ale mają w sobie zbyt wiele tajemnic, by je drążyć i pozwolić im zostać na dłużej w naszym życiu.
A może nawet moją rolą nie jest wiedzieć JAK? tylko przyjmować takie zaproszenia?
Kto wie, kto jest sąsiadem starszej kobiety – anioła? Może nawet sam Pan Bóg?
Powinniśmy być sobie bliscy, w końcu dzisiaj niedziela.
Być może dziś go tam spotkam.

Autor: Justyna Poluta.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: