Średniej Wielkości Miasto – slow life and mess of inspiration …



Event Kamienicy Artystycznej.

W piątek, 26 października, szczęśliwym przypadkiem w moją dłoń powędrowało zaproszenie na wystawę sztuki tworzonej na żywo i ogólnie mówiąc – event kamienicy artystycznej. Na Krakowskiej 36 w Opolu spotkali się miłośnicy alternatywnego podejścia – tak to wyglądało z mojej strony. Byłam bardzo zaskoczona, podobnie jak gość koło 70 wyglądający jak kurator sztuki i elegancka pani w szpilkach, próbująca nie przewrócić się na popękanym chodniku Podwórka Artystów.
Wejście przez kiermasz z ciuchami, bardzo oryginalnie.
Tuż obok dystrybutora grzanego wina, notabene pysznego, leżały kartki z opisem nowego w Opolu stowarzyszenia – Kreator Kultury. To na ich cele miasto udostępniło całą kamienicę.
Zupełnie tam nie pasowałam, wyglądałam i czułam się sztywno, nieco ośmieliła mnie obecność znajomego założyciela fundacji charytatywnej, ale co z tego, i tak nigdy wcześniej nie poznałam go osobiście.
Ludzie czuli się w swoim towarzystwie coraz lepiej. Gdzieś przed oczami mignął mi znienawidzny zeszłoroczny sąsiad, którego pieszczotliwie zwałam ujem.
Pachniało zachęcająco, choć nie wiem, czym… luźna atmosfera i jakaś moja znajoma z Fabryki Inicjatyw Niezależnych, tego zabłoconego podwórka, dokładnie.
Wyszłam stamtąd, w przekonaniu, że to jest wąski światek, na pewno nie przyjmujący ludzi, którzy ubrali najlepszą garsonkę, żeby pójść na ich pierwszą wystawę.
W drodze powrotnej do domu napatoczyłam się na znajomą, artystkę pełną gębą i podejściem do życia – jeśli ona się tam wybiera, to ja też może zawrócę… przynajmniej będę miała o czym rozmawiać i z kim.
Moja osoba towarzysząca, która ze mną przyszła znalazła tam więcej literackich inspiracji, niż ja życiowych. Było zabawnie, nieprzewidywalnie, niczego się nie spodziewaliśmy i tak też miało być. Moje obcasy mieszały się z fragmentami rozkruszonego gruzu, wnętrze sali, gdzie odbywało się przyjęcie artystyczne było tajemnicze i przyciagające. Ludzie niezwykle wyluzowani i mili. Zauważyłam tam prawdziwą opolską kulturę picia.
Minęła mnie przed wejściem znajoma, taka ot, co na ulicy nie poznaje, bo się uważa za ważniejszą, a rozmowę zaczyna tylko w towarzystwie i to po to, żeby przekonać się, na jakim etapie rozwoju zawodowego teraz się jest.
Na pytanie, „Jak minął wieczór?” mogę odpowiedzieć „Różnie.”
Na koniec spotkania zupełnie nowa znajoma chyciła moją twarz w swoje dłonie i zaczęła pocieszać, choć nie musiała. Powód był. Pocieszne dusze były.
Śmiało można tam było zapomnieć o Bożym świecie, bo ten czasami rozczarowuje…

Autor: Justyna Poluta.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: