Średniej Wielkości Miasto – slow life and mess of inspiration …



Otwieram nowy cykl wpisów: Co można by zdziałać, zmienić w naszym mieście. – Album charytatywny.

Uwaga, artykuł jest ryzykowny, o wysokim współczynniku zagrożenia opinii, a nawet życia autorki…
PS: Jeśli później ktoś zechce mnie zaatakować, być może nawet TIRem, powinien wiedzieć jedno: Ja jestem jakoś odporna na TIRy, nie wiem chyba Anioł Stróż nade mną czuwa. 26.09.2009r. o mało co nie zginęłam pod kołami TIRa w wypadku samochodowym. Żyję. Na dodatek z przytupem.

(Materiał ma na celu zwrócenie uwagi na zjawisko i konstruktywne znalezienie rozwiązania drogą rozwoju artystycznego i kulturalnego mieszkańców.)

Kilka dni temu, będąc uczestniczką happeningu charytatywnego usłyszałam wzruszającą, a zarazem szokującą historię o kotach.
Pewna Pani Dyrektor Pewnego Supermarketu, w niektórych kręgach określana jako „oskarżona w sprawie o” chciała za wszelką cenę pozbyć się kotów, które łażą jej po placu rozładunowym w poszukiwaniu pożywienia, więc… kazała je porozjeżdżać kierowcom tirów. Prokurator, choć akt sporządził, to nie znalazł świadków. Na szczęście znalazła się jedna niezależna pani, która o tym procederze powiadomiła kogo trzeba.
I co z tego, że Pewna Szanowna Dyrektorka Supermarketu nie została uznana za winną? W najlepszym razie z jej wpływami dostała by opierdziel, bądź jakiś wyrok zahaczający o małą szkodliwość czynu.
Takich ludzi można niszczyć w inny sposób. Niszczyć ich opinię, ich dobre imie, ich kompetencje zawodowe, ich sposób zarządzania personelem, ich kulture pracy, ich kilka lat doświadczenia, ich wykształcenie, ich szacunek ludzi, jeśli jeszcze jakiś mają… wszystko, można zniszczyć wszystko takiej osobie, pod warunkiem, że robi się to sposobem. Tego właśnie chcieli ludzie, zniszczenia jej. To takie proste. Zasłużyła na brak zatrudnienia gdziekolwiek, nawet na kasie swojego supermarketu. Wystarczy wejść na ich stronę – chwalą się programami w stylu „Oszczędzamy żywność bla, bla, bla.”
Wyobraźcie sobie taką sytuację… idziecie z koleżankami do kawiarni, a tam na półkach leży sobie taki albumik… z historiami rozjechanych kotów, z innymi wzruszającymi historiami – np. z taką, jak to kotka trójkolorka pracowała w gabinecie rehabilitacyjnym, kładąc się przy chorych miejsach i rozweselając, pocieszając dzieci. A wcześniej służyła, jako piłka do kopania na podwórku, okolicznym chuliganom.
Pół dorosłego życia spędziłam na rehabilitacjach. Nie było tam żadnej kotki, tylko sympatyczni ludzie…
Taki album mógłby zawierać naszą nadzieję na adopcję starych, niechcianych psów.
Poruszać, denerwować, oburzać… i działać na ludzi o wiele bardziej, niż kwestujące starsze panie na ulicy w chłód i słotę.
Z tego miejsca pragnę je ukochać.
Taka książeczka… z notatkami, sprawozdaniami z efektywności działalności opolskich stowarzyszeń, żeby nikt na mieście więcej nie powiedział, że pieniążki na działalność organizacji pro-zwierzęcych idą do kieszeni „interesantów”.
Do takiej inicjatywy można by zaangażować wszystkich ludzi, którzy mają coś do opowiedzenia… na temat działalności charytatywnej, pomocy, wrażliwości, zaangażowania społecznego.
Bądźmy mądrzejsi od wewnętrznych podziałów, we współpracy ze Stowarzyszeniami Charytatywnymi ZWYKLI LUDZIE, którzy mają trochę talentu, trochę czasu… mogliby własnym nakładem finansowym, nadzieją, że to coś zmieni, chęcią uwrażliwiania społecznego… PRZYCZYNIĆ SIĘ DO POWSTANIA TAKIEGO ALBUMU Z HISTORIAMI ZWIERZĄT OPOLSKICH.

Czekam na odzew….

Autor: Justyna Poluta.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: