Średniej Wielkości Miasto – slow life and mess of inspiration …



Jesień idzie, a nasze miasto nie ożywia, nie angażuje i nie wciąga…

Słyszałam, że w Łodzi zorganizowano Street Festiwal dla seniorów, pytam się, co jest nie tak z naszym Opolem – gdzie są ręce do pracy, a idąc dalej, tropem części działa, czemu nikomu nie chce się ruszyć tyłka?
Tutaj chyba wspomina się wspaniałe wakacje, w innych zakątkach świata… jeszcze raz wyciąga zdjęcia, albo… szykuje się na święta. Na jesień nie szukuje się nic, co mogło by nas wciągnąć.
Pozostają książki i podróże – bądź też planowanie podróży, bazgrolenie o marzeniach, przesiadywanie wieczorami na nużących zajęciach, zastanawiając się, co trzeba wyprasować przed wyjazdem na weekend.
Ja szanuję kulturę i sztukę, w końcu sama wybrałam takie studia, ale… żeby tak ciągle poezja i filmy, filmy i poezja? Z lekka to już obrzydnąć może. Oferować, nasze miasto niczego specjalnie nie oferuje. Ostatnio atrakcją był Tusk pod filharmionią. Nie wiem, do jakiego stopnia trzeba nie mieć życia i nigdzie się nie śpieszyć, żeby przestać tam pół dnia i czekać, aż wyjdzie polityk i wsiądzie do czarnego samochodu z wysokim podwoziem. Już wolałabym przyglądać się temu samochodowi, i wyliczać, co to bym mogła mieć, gdybym go sprzedała.
W okolicy znalazłam się przypadkiem, chcąc kupić teczki. Do nauki. Po co więcej robić tu? Uczyć się, ogarniać, na studiach sobie radzić, do kółek naukowych się zapisać. Pieniądze zarabiać. Na rozwój zawodowy stawiać.
Rozwój zawodowy to nie tutaj, w Opo można sobie co najwyżej rozpisać plan rozwoju zawodowego, a realizować trzeba się gdzie indziej.
Są i plusy – to jest dobre miejsce, żeby pisać pracę licencjacką. Nic Cię nie odrywa od pracy.
Może znowu zacznę gotować, twórczo i tanio. Zawsze można liczyć na składowanie gazet, kulturalnych i lifestylowych, wszelakich… od których uginają się parapety i szafki.
Wyjść nie ma gdzie i powoli nie ma z kim – ludziom albo jest wstyd, że żyją tak, jak żyją (bo np. zaszli w nieplanowaną ciążę i teraz muszą ciułać), albo są zapracowani, nerwowi, z klapkami na oczach.
Pasjonatów liczę na palcach jednej ręki, a i tak łączą mnie z nimi stosunki inne, niż prywatne. Zamykamy drzwi. Zamykamy nasze głowy, kto będzie ożywiał to miasto?
Zorganizowali by jakieś spotkanie planszówkowe, czy coś…
A tu tylko licz na siebie.

Aż się zastanawiam, po co otworzyli w tym mieście kierunek animacja kultury, jak się tutaj nic nie dzieje. Zeby wykształcić paru dyrektorów domu kultury w podmiejskich miasteczkach i wioskach?

Autor: Justyna Poluta.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: