Średniej Wielkości Miasto – slow life and mess of inspiration …



Mam pomysł na niszową kulturę w tym mieście… tylko szkoda, że nie ma materiału… a może jest… i to dotyczy nas wszystkich.

W naszym mieście trochę się dzieje, przyznam. Zważywszy na tzw. kulturę wysoką. Mamy teatr, amfiteatr, filcharmonię… i tam się coś dzieje, tylko tam. Przez to Opole uchodzi za miasto sztywniackie, mało interesujące… można pójść na koncert, pewnie, ale to wydatek.
Stronki, które prezentują ofertę kulturalną w naszym mieście wydają się albo niedopracowane, albo… sponsorowane.
Zainspirowana warszawska stronką, która prezentuje niszowe, darmowe wydarzenia, albo takie, na które można sobie spokojnie pozwolić, pomyślałam, że może warto było by utworzyć stronkę „Opole-kultura niszowa…tanio i miło…”
Ale kultura niszowa nie jest tutaj prezentowana, trzeba się niej doszukiwać… ona się dzieje, pewnie… przed chwilą rozmawiałam z sąsiadem i tylko utwierdziłam się w przekonaniu, że ona się dzieje na domówkach… Kamienica Kultury, nasze Kino Meduza, gdzie prezentowane są ambitne i wzruszające filmy, miejsca gdzie można spędzić czas w rytmie slow, np. Strych. Kultura niszowa jest, jest gdzieś zagrzebana, nikt o niej nie mówi, zupełnie jakby była nieatrakcyjna… wciąż słabej jakości, amatorska, za bardzo amatorska? Nie, czemu? A może promocja jest za słaba i dlatego wydaje się, że nic się nie dzieje… samemu trzeba szukać, interesować się i… tworzyć. Ale tworzenie kultury w tym mieście nie wychodzi ludziom za dobrze. Spelunowata Fabryka – Klub Inicjatyw Niezależnych jest tego najlepszym przykładem. Mam niechęć do ludzi, którzy to tworzą, choć właściwie mam i szacunek…
Twórcom, ludziom zaangażowanym w kulturę wydaje się, że to się tworzy, rozwija, że to są początki. Z boku wygląda to trochę inaczej i zniechęcająco – Opole obumiera.
Trzeba czekać aż coś się zadzieje, człowiek czuje się rozżalony, sflustrowany i oszukany. A ja czuję się tak postokroć. Studiuję tutaj kulturoznawstwo i nie widzę dla siebie w Opo żadnych perspektyw. Opowiadam o tym mieście, piszę… dostzregam to, co dobre, staram je sobie oswoić… ale czuję się coraz bardziej wykorzystana. Z Opo łączą mnie już tylko aktywności czysto akademickie, typu Koło Naukowe, warsztaty kreatywnego pisania i starania o Nagrodę Rektora.
Nawet kultura studencka jest miałka, przetworzona… empiki z lekka święcą pustkami, jeśli chodzi o kulturalne półki. Miasto nie zna swoich możliwości, ani nie zna porównań. Nie przychodzą do naszego empiku pisma redagowane przez inne akademickie insytuty kultury i sztuki… nie przychodzą anglojęzyczne pisma kulturalne, możemy sobie co najwyżej kupić brytyjski Home & Garden.
Może i są zdolni ludzie, odpowiednie kierunki studiów… potencjał, kszta potencjału… jest całkiem wciągający teatr studencki, ale… nie czuć atmosfery miasta kulturalnego…
Jaka kultura niszowa? Tylko drogie bilety do teatru. Żadnych wyprzedaży garażowych, wymiany książek, albo warsztatów przerabiania ciuchów… to, co się dzieje, dzieje się tak rzadko, że wystarczy raz na kilka tygodni zostać w tym mieście.
Taka jest moja prawda, prawda studentki artystycznego kierunku w Opolu i prawda kogoś, kto uwielbia się inspirować życiem, ludźmi, miejscami…
Niemniej jednak jestem wdźięczna temu miejscu… nigdzie indziej nie jestem w stanie sobie tak dokładnie uzmysłowić, co jest nie tak, czego mi brakuje. Przyjeżdżam do Opola – widzę pustkę, czuję pustkę… i zastanawiam się, czym mogłabym tę pustkę zapełnić…

Autor: Justyna Poluta.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: