Średniej Wielkości Miasto – slow life and mess of inspiration …



Przekonanie co do studenckiego rozwoju zawodowego.

Wydaje mi się, że jeszcze rok temu nie było o tym głośno… choć głośno to nie jest dobre słowo. Powinnam powiedzieć raczej – Wydaje się, że rok temu nie było o tym… szeptem, ale dobrym szeptem, bo marketingowym. Mam na myśli – rozwój zawodowy studentów w naszym mieście. Jakoś wcześniej nie natykałam się na oferty współpracy, propozycje… wskazówki. W ogóle nie było o tym słychać. Pewnie teraz też nie słychać, bo w środowiskach konkurencyjnych, jakim są studia, rzadko będzie słyszeć się o tym, że ktoś rozwija skrzydła. Nie rozumiem, ale jest to odbierane w kategoriach wstydu, bądź zazdrości – jeśli chodzi o samych studentów. Nie wiem, nie chcę nikogo obrazić. Takie mam odczucia. Przynajmniej w moim otoczeniu panuje jakiś taki strach, że się nie dopasują, wyróżnią… Dodatkowo strona pracodawców rzadko oferuje, np. praktyki. Choć nie mówię, że nie wykazuje zainteresowania.
Od jakiegoś czasu jestem… więcej, niż pozytywnie zaskoczona, jestem… rekrutowana na takie praktyki. Praktyki branżowe, takie o – „przyuczenie się zawodu”. Nie wiem, jaki chce wykonywać ZAWÓD… To się pewnie tysiąc razy zmieni… wiem tylko w jakim materiale czuję się fajnie, wśród jakich ludzi… Co więcej, teraz już chyba nie warto posługiwać się zwrotem „zawód”, to takie zmienne i niepewne. Odpowiedniejsze będzie „obeność w branży”. No dobrze… w takim razie, zauważam, że coś się zmienia… studenci są poszukiwani, a później doceniani. Dziś usłyszałam takie mądre i potwierdzające cierpliwość pracodawców słowa: „No cóż, z każdego da się coś wydobyć.” Chciałabym mieć takie podejście. Póki co, myślę metodą „5 minutówki”. Jeśli coś nie uda się w 5 minut, nie będzie zaintrygowania… to chyba nie warto się angażować w coś, czego się nie czuje. Mniejsza.
Pocieszające jest to, że z pozytywnym odbiorem spotyka się własna inicjatywa takiego studenta. I choć trzeba się nastarać, nawysyłać, narobić riserczów więcej, niż kot bałaganu, to… na dłuższą metę to się opłaca.
Faktem jest, że w tym mieście pracodawcy nie zabiegają o swoich ewentualnych praktykantów… no może za wyjątkiem firm, które już podejmują współpracę z akademickim ośrodkiem karier.
Niemniej jednak nie ma takiej tendecji. Nic studentów do tego raczej nie motywuje. Nie ma w przestrzeni miejskiej jakichś oznak, jakoby coś w tym kierunku się rozwijało.
Dlatego też polecam własną oddolną inicjatywę… To, że w naszym mieście świadome akcentowanie swojego rozwoju zawodowego, podobnie, jak kampania rekrutująca studentów się nie przyjęła, nie oznacza, że pomysł się nie sprawdzi.
Z własnego doświadczenia wiem, że opolscy pracodawcy są otwarci…
Wystarczy tylko się zorientować, przedstawić siebie i… uwierzyć, że nasze miasto też rekrutuje. Też rozwija. Zatrudnia, Oferuje możliwości. Firmy startują właśnie STĄD, ponieważ to jest nasz potencjał…

Do zapoznania się z profilami pracodawców, zapraszam na mojego bloga work-life balance – twórczystylzycia.com.
Tam umieściłam link do raportu Pracodawcy 2012/2013.
Choć i tak zawsze warto zrobić własną bazę danych.

Justyna Poluta.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: