Średniej Wielkości Miasto – slow life and mess of inspiration …



W Opolu, z poczuciem misji.

Mój dzień w Opolu zaczyna się wczesnym (jak dla mnie) rankiem… powolnymi ruchami sięgam po kawę, czuję jak piżama jeszcze przylega do mojego ciała. Poniedziałek? Wtorek? A może piątek? To na pewno nie będzie jakiś dzień weekendowy, po prostu nie mam szczególnego powodu, by zostawać w mieście na weekend. Poniedziałek/Czwartek=uczenia, pozostałe dni=rozwój zawodowy. Do tego dochodzi relaks, czas na planowanie, czas spędzony z życzliwymi mi ludźmi i ogarnianie akademickiego kąta. Wszystko w porządku. Tak wygląda życie ustatkowanej dziewczyny, która jeszcze poszukuje swojej drogi zawodowej, dookreśla się i właściwie świetnie bawi zdobywając nowe doświadczenia, poznając inspirujących ludzi i mogąc doświadczać twórczej atmosfery. Jest naprawdę bardzo fajnie, dynamicznie ale i refleksyjnie. Niemniej jednak, ostatnio nachodzą mnie myśli, że to może nie wystarczy… że trochę tłamsi mnie przeświadczenie, że robię sporo. Dla siebie. Dla bezpieczeństwa i stabilności zawodowej i finansowej. I czegoś mi definitywnie brakuje, jakiegoś… poczucia misji, satysfakcji. Czegoś WIĘCEJ.
Już nie raz próbowałam zrobić „coś dobrego”, jednak doświadczyłam tylko niepoważnego i toksycznego zachowania ze strony organizacji pro-zwierzęcej Towarzystwo SOS dla zwierząt w Polsce z siedzibą w Opolu, dlatego przed nimi przestrzegam. Faktycznie, to mnie trochę znięchęciło. Stwierdziłam, że chyba miasto nie jest gotowe na wykorzystanie swojego potencjału, na śmiałe ruchy.
A jednak mieszkam tutaj wśród wspaniałych, mających chęć pomagać ludzi. Organizacja organizacją, reprezentanci reprezentatntami… a mi i tak dzięki zainteresowaniu się pomocą zwierzętom, udało pozać wielu wzruszających i oddanych swojej misji ludzi. Prostych ludzi, mających w swoich domach duże zegary, które wskazywały godzinę, w której wychodzili na ulicę dokarmiać bezdomne koty.
Jednak przez fatalną oranizację struktur zarządzających, ze strony ludzi nie mogli liczyć na zbytnie wsparcie.
Wciąż brakuje mi poczucia misji. Co robić, żeby było to ważne, pożyteczne i mądre?
2 lata temu byłam wolontariuszką – animatorem czasu wolnego i twórczości w stowarzyszeniu katolickim. I bardzo miło to wspominam. Tam moje koordynatorki nawet uwagę potrafiły powiedzieć ze wsparciem indywidualnego potencjału ; )
Potraktowałam to jako krok do rozwoju ZAWODOWEGO i nie myślałam o tych miłych popołudniach w kategoriach misji…
A teraz mam dość czasu, świadomości, pomysłów… zorientowania jako animator kultury… że zastanawiam się, co z tym zrobić. Z organizacją pro-zwierzęcą się nie powiodło. Nie z tą.
Ale nasze miasto jest naprawde zaangażowane, jeśli chodzi o animacje społeczne i skupianie się na dobroczynności, tylko może aż tak dobrze tego nie widać. Nie ma specjalistów od promocji…
Na codzień spotykam ludzi z energią i poczuciem spełnienia, nawet jeśli robią rzeczy drobne. Ostatnio coraz częściej nachodzi mnie myśl, żeby trochę zwolnić z tą zawrotną, może nie karierą, ale osobistą misją „zawodowego doogarniania” i poświęcić trochę czasu na… coś dobrego. Już wiem, że nie łatwo będzie mi znaleźć coś dla siebie. Nienużące i jednocześnie przynoszące efekty.
Może tym razem nie będę orientować się w kierunku zwierząt, tylko ludzi? Nie wiem, czy się nadaje. Znam się co prawda na organizacji czasu i skuteczności, ale ludziom właściwie nie ufam, jeszcze ta moja postawa oceniająca.
Przede mną wyzwanie. Niechaj to małe i spokojne, ale szlachetne miasto spróbuje mnie wzbogacić…

J.P


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: